Otwieram oczy. Jest noc, a ja od lat budzę się jak w zegarku - co godzinę. Budzę się. To coś jak szarpnięcie, zderzenie dwóch aut na autostradzie. Przerażenie zapiera mi dech w piersi tak głęboko, że brak mi tchu. To popłoch, panika, wrzask. Moje serce szaleńczo wali, oto samolot ANNA pikuje w dół i już za moment uderzy w ziemię. Leżę bez ruchu, bez wyboru, zupełnie jakbym była prawdziwym pasażerem tego feralnego lotu - jak uwięziona pasami we wnętrzu blaszanego potwora skazanego na potępienie w ognistym płomieniu. Pierwotny lęk rozszerza moje źrenice i wyciska ze mnie pot, i wydaje mojemu ciału komendę: uciekaj! Nie mogę nawet drgnąć. ** Jest dzień. Budzę się, już na dobre. Ile mam lat? Skąd jestem lub co ważniejsze, dokąd idę? *** Ze łzami w oczach przełamuję na pół tabletkę antydepresyjną. Podobno pomaga, choć wewnątrz czuję jak choroba zajmuje kolejne organy: wątrobę, nerkę, zapach, kolor, smak. Kształty spłaszczaj...
Posty
Wyświetlanie postów z lipiec, 2021