Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2021
Otwieram oczy.   Jest noc, a ja od lat budzę się jak w zegarku - co godzinę.   Budzę się. To coś jak szarpnięcie, zderzenie dwóch aut na autostradzie. Przerażenie zapiera mi dech w piersi tak głęboko, że brak mi tchu. To popłoch, panika, wrzask. Moje serce szaleńczo wali, oto samolot ANNA pikuje w dół i już za moment uderzy w ziemię.  Leżę bez ruchu, bez wyboru, zupełnie jakbym była prawdziwym pasażerem tego feralnego lotu - jak  uwięziona pasami we wnętrzu blaszanego potwora skazanego na potępienie w ognistym płomieniu. Pierwotny lęk rozszerza moje źrenice i wyciska ze mnie pot, i wydaje mojemu ciału komendę: uciekaj! Nie mogę nawet drgnąć.  ** Jest dzień. Budzę się, już na dobre.   Ile mam lat? Skąd jestem lub co ważniejsze, dokąd idę?   *** Ze łzami w oczach przełamuję na pół tabletkę antydepresyjną.  Podobno pomaga, choć wewnątrz czuję jak choroba zajmuje kolejne organy: wątrobę, nerkę, zapach,  kolor, smak. Kształty spłaszczaj...